Tekst 02 · czas czytania 8 minut
Ta sama czynność, która trzydzieści lat temu zajmowała tydzień z kasetą, dziś mieści się w jedno popołudnie. Siedem kroków i narzędzie do każdego.
Zdejmowanie ze słuchu to umiejętność, po której granie przestaje zależeć od tego, czy ktoś opracował dany utwór. Kiedyś była zarezerwowana dla osób z dużą cierpliwością i dobrym sprzętem. Dziś jest procedurą, której da się nauczyć — i o której warto pamiętać, że to jedna z najszybszych dróg do wyćwiczenia ucha.
Nie taki, który chcesz poznać — taki, który już nucisz. Pamięć melodii robi połowę roboty: ucho wie, czego szukać, zanim ręka to znajdzie. Dobry pierwszy wybór ma wyraźny rytm, powtarzalną strukturę i niewiele instrumentów.
To krok, którego wcześniej po prostu nie było. W Moises albo LALAL.AI wgrywasz plik i po chwili masz osobno wokal, perkusję, bas i resztę. Nagle słychać dokładnie to, co gra lewa ręka — bo nic już jej nie zasłania.
Jeśli szukasz akordów pod akompaniament, wycisz wokal i perkusję. Jeśli linii basu — zostaw sam bas. Jeśli melodii — sam wokal.
Zagraj kilka dźwięków razem z nagraniem i szukaj tego, który brzmi jak „dom” — miejsce, w którym melodia chce się zatrzymać. To zwykle tonika. Kiedy ją masz, cała reszta zawęża się dramatycznie: w jednej tonacji naturalnych akordów jest tylko kilka.
Weź cztery takty, zwolnij do połowy prędkości i zapętl. Dziś zwolnienie zachowuje wysokość dźwięku, więc ćwiczysz w tej samej tonacji, w której utwór ma brzmieć — przez lata było to niewykonalne. Zrobisz to w Soundslice, w Moises albo najprościej w odtwarzaczu YouTube (prędkość 0,5 i 0,25).
Litery akordów na kartce, cyfry palców, strzałka w górę i w dół przy rytmie ręki. Zapis ma być czytelny dla Ciebie, a nie poprawny nutowo. Jeśli wolisz zapis cyfrowy, wystarczy darmowy program do nut z MuseScore.
Teraz, a nie na początku. Wejdź na Ultimate Guitar albo Songsterr i porównaj ze swoim zapisem. Trzy rzeczy, które się wtedy dzieją: potwierdzasz to, co dobrze usłyszałeś, poprawiasz jedno–dwa miejsca i widzisz, że w cudzych opracowaniach też bywają błędy. Ta trzecia jest najcenniejsza.
Wróć do pełnego tempa i zagraj razem z nagraniem. Jeśli chcesz sprawdzić się naprawdę — wycisz w nagraniu instrument, który grasz, i zajmij jego miejsce. To najlepsze możliwe ćwiczenie: masz cały zespół, który czeka dokładnie na Ciebie i nie robi błędów.
Do pierwszego zdejmowania warto usiąść po kilku miesiącach grania, gdy ręce radzą sobie z podstawowymi chwytami. Wcześniej ucho słyszy więcej, niż ręce potrafią pokazać, i wychodzi z tego frustracja zamiast nauki. Kolejność, w której to dobrze wchodzi, opisałem w tekście o dwunastu tygodniach.
Zdejmowanie utworu na własny użytek, ćwiczenie go w domu i granie w gronie bliskich mieści się w dozwolonym użytku osobistym (ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych, art. 23). Publikowanie własnego wykonania cudzego utworu albo swojego opracowania w internecie to już inna sprawa i wymaga zgody właściciela praw. Warto to wiedzieć wcześniej niż po wrzuceniu nagrania.